niedziela, 3 maja 2015

See you

Opis: Kim Taehyung wybiera się na dyskotekę.
Pairing: Vkook
Liczba słów: 949




-No to dziś troszkę pozaliczamy, Taetae. - Powiedziałem do swojego odbicia w lustrze jednocześnie klepiąc się w policzki w celu rozprowadzenia ostatniej warstwy wody kolońskiej na ciele. Na moją twarz wpełzł wielki uśmiech gdy upewniłem się, że asortyment na dzisiejszą noc znajdował się na miejscu. Czekają na mnie dziś trzy kobiety, pozbawione cnotliwości, lecz urody wręcz przeciwnie. Na samą myśl nie mogłem się doczekać nim znajdę się już w klubie. Na szczęście nie musiałem na to długo czekać, po maksymalnie 10 minutach odkąd podziwiałem swoje odbicie w domu, stałem przy napakowanym ochroniarzu. Łysy kark miał za zadanie sprawdzić czy nie stwarzam zagrożenia dla innych uczestników zabawy. Jego przeszukanie jednak ograniczało się tylko do przelotnego przejechania dłońmi po moim tułowiu, gdyż zajęty był bajerowaniem sztucznie wyglądającej brunetki. Miała w sobie więcej silikonu niż moje okna, a usta, nie muśnięte, ale wymuskane czerwoną, jarzącą się z oddali szminką. Prychnąłem na tyle głośno, by wyraźnie usłyszała moją ogarniającą już nawet żołądek odrazę. Szybko wślizgnąłem się do środka by nie zmuszać faceta do dalszego sprawdzania mnie, tym samym przerywając mu zdobywanie laluni, oraz przede wszystkim by pozbawić tę dwójkę możliwości obejrzenia mojego dzisiejszego obiadu z bliska. Włożyłem ręce do kieszeni. Miałem ustalony z góry cel, więc skupiłem się na tym, by go najpierw odnaleźć, a później doprowadzić swój plan do sedna. Nie było ciężko, rzucała się w oczy, machając biodrami owiniętymi tylko skąpym, brokatowym materiałem służącym jako tania spódniczka. Przygotowany byłem na dłuższą noc, więc odrobinę się zawiodłem gdy już po kilku minutach była gotowa na najważniejsze pytanie. Wyraz jej twarzy po moich słowach "Może przejdziemy się do łazienki?", wyszeptanych prosto do jej obciążonego kilkunastoma kolczykami ucha, nie ucieknie z mojej pamięci już nigdy. Zgodnie zdecydowaliśmy się na męską ubikację, gdyż tam zazwyczaj jest mniej ludzi, zwłaszcza tych trzeźwych. Poszło szybko, ale musiałem bardzo starać się by nie ubrudzić podłogi, którą widać było od razu po wejściu do pomieszczenia. Ku mojemu zaskoczeniu, zmuszony byłem przez krótką chwilę położyć jej dłoń na ustach, bo była zbyt głośna. Umyłem ręce, ułożyłem fryzurę i poprawiłem spodnie. Byłem gotowy na kolejną zdobycz. Nastał czas na blondynę. Szybko zacząłem szukać jej wzrokiem. Dziewczyna jakby wyczuła, że dziś ją odwiedzę, gdyż odnalazłem ją w najciemniejszym kącie jaki można było znaleźć w całym klubie. Siedziała na szerokiej sofie w rogu strefy vip. Sama. Pewnym krokiem podszedłem do stolika i zagaiłem pytając czy mogę do niej dołączyć. Tak jak myślałem, zgodziła się, ochoczo kiwając głową i wprawiając wypłowiałe blond włosy w ruch. Spojrzałem na godzinę, niedługo dochodziła północ, lecz tą nie miałem ochoty bawić się zbyt długo. Sprawiała wrażenie naprawdę tępej i niezdatnej do jakiejkolwiek rozmowy wymagające myślenia. Z daleka od spojrzeń wszystkich obecnych w klubie, objąłem ją ramieniem i przysunąłem do siebie. Wystarczyło kilka słów wyszeptanych zmysłowo, by siedziała cała zdrętwiała. Nie miałem czasu, więc od razu zaatakowałem swoją "zdobycz", a chwilę później już musiałem kłaść palec na jej usta by uciszyć jej wysokie piski. Przyszła pora na deser. Tym razem musiałem zrobić to na parkiecie. Zdawałem sobie sprawę, że teraz przestanę być niezauważony, ale opłacało się, choćbym zaraz miał znaleźć się w radiowozie policyjnym gdyby coś poszło nie tak. Jest i ona. Włosy opadające na jędrny biust, talia zwężona niczym u osy, wyrzeźbione pośladki i zgrabne nogi zakończone czarnymi, seksownymi szpilkami. Całości uroku dodawała krótka sukienka w tym samym kolorze co buty, bez zbędnych dodatków, prosta i nęcąca dla wszystkich mężczyzn. Cóż... Prawie wszystkich. Na pewno nie dla mnie. Może gdyby moja orientacja nie odrzucała od razu ludzi bez tosteronu, mógłbym zainteresować się tańczącą "damą". Była ostatnia, więc moja technika miała wyglądać zupełnie inaczej. Tym razem miałem to zrobić przy tłumie ludzi, najodważniejsza rzecz jaką zrobię w życiu zaraz się rozpocznie. Opróżniłem połowę butelki. Doskonale wiedziałem, że muszę się spieszyć. Miałem mało czasu, więc bez dłuższego zastanowienia przytuliłem ją od tyłu.
-Witaj, skarbie.-Powiedziałem, a właściwie wykrzyczałem jej do ucha, a ona odwróciła się szybko i zaplotła ręce na mojej szyi.
-Czy my się przypadkiem nie znamy? Kojarzę twoją twarz!- Jej głos przedarł się poprzez huczącą muzykę.
-Chyba jeszcze nie miałem takiej przyjemności.- Zaśmiała się i zaczęła ocierać się o moje ciało. Poczułem jak mimowolny grymas wchodzi na moją twarz. Choćbym nie wiem jak bardzo się starał, nie potrafiłem sztucznie się do niej uśmiechać. Zdecydowałem więc, że spytam ją o to, co pozostałą dwójkę, lecz w innej kolejności. One odpowiadały gdy były już na skraju świadomości, ona miała zrobić to teraz. Gwałtownie przyciągnąłem ją do siebie.
-Kojarzysz kogoś takiego jak Jeon Jungkook?- Dosłownie wywarczałem tuż przy jej głowie modląc się by usłyszała. Nie musiałem się martwić. Momentalnie zdrętwiała.
-Już wiem skąd cię znam.-Powiedziała ledwo trzymając się na nogach. Spróbowała mnie odepchnąć, ale jej na to nie pozwoliłem.

- Nie zgubiłaś gdzieś przypadkiem przyjaciółek, kochanie?

-Co im zrobiłeś?!-Krzyknęła
-To, co im się, kurwa, należało. Gdyby nie ty i te dwie suki mój chłopak wciąż by żył.
-Popełnił samobójstwo, nie moja wina, że miał słabą psychikę.- Trzęsła się.

-A czy sam sobie zniszczył życie, sam siebie ośmieszył, sam sobie, kurwa, zrobił to wszystko?!- Osoba stojąca niedaleko spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Przez dłuższą chwilę stałem nieruchomo ściskając dziewczynę, która nie wiedziała co zrobić. Wreszcie, wyjąłem wcześniej przygotowany nóż z kieszeni.
-Jesteś śmieciem.- Powiedziałem przez zęby powoli wbijając ostrze po raz pierwszy. - Nic nie wartą suką niszczącą ludzi.- Drugi raz. Nikt jeszcze nie zwrócił uwagi. -Dziwką sprzedającą się za drinka.- Trzeci. -On ciebie nie chciał, brzydził się tobą tak bardzo jak ja.- Czwarty.- Wracał wtedy ode mnie.- Piąty.-Mała, wredna, nic nie warta.-Szósty.- Do zobaczenia w piekle. Kookie już na ciebie czeka, niedługo się zobaczymy.- Siódmy raz, a ona dopiero zaczęła krztusić się własną krwią. Teraz zobaczyłem jak wielka panika panuje wokoło. Wygrzebałem tabletki i połknąłem drugą połowę buteleczki. Do zobaczenia w piekle.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy