Typ: Angst
Ograniczenia: -
Długość: miał być drabble... ale jest podwójne drabble
![]() |
| It's nevermind, we're safe now. |
Przejeżdżam palcem po delikatnej skórze Sehuna, omijając fioletową część pod okiem. Składam całusa kilka milimetrów od opuchlizny. Ufa mi, tak bardzo jak ja jemu. Siedzimy tuż za kościołem. Tu się poznaliśmy, obydwoje w ucieczce poza wzrokiem innych, jednak wciąż będąc na mszy. Dwóch katolików ukrytych w murach świątyni, schowanych od krzyczących złością, palących się oczu współmieszkańców małej wsi, gdzie każdy wiedział o innych więcej niż on sam. Jak na ironię, ich nienawiść sprawiła, że ja i młody blondyn zbliżyliśmy się do siebie. Widzę jego przeszklone oczy, mimo że jest już ciemno. Jedyne światło to lampa naftowa powieszona niedaleko, przy wejściu do zachrystii. Sehun wyciąga telefon i po cichu puszcza muzykę. Poczciwy Frank Sinatra nuci nam jedną ze swoich piosenek. Chłopak zapętla playlistę i wyciąga coś z kieszeni. Klęka przede mną wyciągając dłoń. Zaczynam chichotać, ale chrząkam i uspokajam się.
-Czy zostaniesz ze mną na wieczność?- Pyta poważnie, ale zaraz uśmiechamy sie szeroko. Zgadzam się i biorę przedmiot leżący na jego palcach. Unoszę go, ale on chwyta moją rękę.
-Jeszcze moment.-Mówi i wyciąga coś z kieszeni. Po chwili zauważam, że to malutki scyzoryk. Sehun podchodzi do drewnianej kolumny i zaczyna coś na niej pisać ostrym narzędziem. Odwraca się i kiwa głową. Całuję go tak mocno jak potrafię. Przyciskam do ściany i ustami dziękuję mu za wszystko.
-Jestem szczęśliwy.-Szepczę do niego, a on uśmiecha się szeroko.
-Chyba pora przypieczętować nasz niekończący się związek.- Śmiejąc się łykamy identyczną ilość tabletek. Odwracam się jeszcze upewniając, że torba z listami leży w bezpiecznym miejscu pod murem.
-A więc
opijmy to!- Mówię i chwytam butelkę z alkoholem. On robi to samo i siadamy obok
siebie na ziemi. Po kilku łykach wszystko mi wiruje, ale widzę, że po jego
policzkach płyną łzy. Udaje mi się zebrać siły by je zetrzeć. Kciukiem dotykam
jego warg, które szybko stają się uśmiechem.
-Ko..cham..Cię..dzięk..u..ję.- Mówi bardzo cicho i powoli.
-Ja Ciebie też. Do zobaczenia.- Mam odrobinę więcej siły od niego. Głowa młodszego upada mi na ramię. Lewą ręką głaszczę jego włosy. Już nikt nie skrzywdzi mojego skarba, nie uderzy go ani fizycznie ani emocjonalnie. Nieważne co było dla nas gorsze, ważne, że się skończyło. Przechylam butelkę. Oczy mi się zamykają. Słyszę odgłos szkła kulającego się po betonie. Ostatnie co widzę to zamazane i poruszające się napisy na belce. Uśmiecham się. Na samej górze wyryta jest data naszego pierwszego spotkania, obok dzisiejsza, a pod nimi wielki napis "INNE ≠ ZŁE". Myślę jeszcze o listach, w którym podziękowałem rodzicom mimo, że mnie nienawidzili. Nie wiem co było u Sehuna, ale teraz już to się nie liczy. Tam nas zaakceptują. Nasza niepoprawna miłość będzie wieczna, nawet jeśli gdzieś w płonących podziemiach. Skończy się wytykanie palcami. Nie jesteśmy źli. My tylko kochamy. Odrobinę inaczej, ale kochamy. Nie jesteśmy źli. Nie pasujemy do schematów, nie jesteśmy stereotypowi, nie jesteśmy zwyczajni. Nie jesteśmy źli. Deptamy po swoich ścieżkach. Nie jesteśmy źli. Jesteśmy inni, ale nie jesteśmy źli. Nie chcieliśmy być źli. Nie jesteśmy źli. Zasypiam z moim skarbem tuż obok siebie. Zasypiam, ale nie jestem zły. Obydwoje nie jesteśmy źli.
-Ko..cham..Cię..dzięk..u..ję.- Mówi bardzo cicho i powoli.
-Ja Ciebie też. Do zobaczenia.- Mam odrobinę więcej siły od niego. Głowa młodszego upada mi na ramię. Lewą ręką głaszczę jego włosy. Już nikt nie skrzywdzi mojego skarba, nie uderzy go ani fizycznie ani emocjonalnie. Nieważne co było dla nas gorsze, ważne, że się skończyło. Przechylam butelkę. Oczy mi się zamykają. Słyszę odgłos szkła kulającego się po betonie. Ostatnie co widzę to zamazane i poruszające się napisy na belce. Uśmiecham się. Na samej górze wyryta jest data naszego pierwszego spotkania, obok dzisiejsza, a pod nimi wielki napis "INNE ≠ ZŁE". Myślę jeszcze o listach, w którym podziękowałem rodzicom mimo, że mnie nienawidzili. Nie wiem co było u Sehuna, ale teraz już to się nie liczy. Tam nas zaakceptują. Nasza niepoprawna miłość będzie wieczna, nawet jeśli gdzieś w płonących podziemiach. Skończy się wytykanie palcami. Nie jesteśmy źli. My tylko kochamy. Odrobinę inaczej, ale kochamy. Nie jesteśmy źli. Nie pasujemy do schematów, nie jesteśmy stereotypowi, nie jesteśmy zwyczajni. Nie jesteśmy źli. Deptamy po swoich ścieżkach. Nie jesteśmy źli. Jesteśmy inni, ale nie jesteśmy źli. Nie chcieliśmy być źli. Nie jesteśmy źli. Zasypiam z moim skarbem tuż obok siebie. Zasypiam, ale nie jestem zły. Obydwoje nie jesteśmy źli.
Nansi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz